Ogród, ale jeszcze nie tajemniczy.

środa, 30 lipca 2008

Dziki Zakątek... tak go nazywamy.
Choć ostatnio Miąsz ze słodkim uśmiechem na ustach spaskudził go obkaszarką dodając „wykarczowałem wasze chaszcze” !!??

Teść nazwał te wersje, żeby złagodzić swój i mój ból, Dzikim Jeżem. Poidełko nabyte w naszym ulubionym mega markecie Allegro. Kwiatki wyhodowane przez najwspanialszego ogrodnika czyli mnie. Powód mojej dumy, bo zeszłoroczne sadzonki padły w nie wyjaśnionych okolicznościach. Jeśli mi się uda zrobię zdjęcie pluskających się ptaszorów. Niestety od dziecka jestem jak słoń w składzie porcelany i nie udało mi się ich upolować, zawsze je płoszę.




Pozdrawiam serdecznie

:)(:

czwartek, 17 lipca 2008

Jakos nie mam szczescia do prowadzenie bloga.
Jak nie padniety aparat, to brak netu:( Po ostatnich burzach cos nam sie pozrywaly kable, cos sie pozalewaly studzienki telekomunikacyjne i cisza w netowym etarze.
Jakos tak dziwnie sie w domu zrobilo. Nie powiem ze cierpie z tego powodu, ale jakos tak jest inaczej. Dwie komputrowe osoby w domu, trzy komputery, mnustwo wszelakiej masci sprzetu i kable to juz w kilometrach mozemy liczyc. I niby czas spedzamy razem, ale odzielnie przy swoich monitorkach. Niby merty nie wielkie nas dziela, ale kazdy w swoich sprawach pograzony. A teraz jakos tak razem-razem. I film oglada sie przyjemniej jak sie razem wyciagnie na sofie i pogadac jakos mozna tak bardziej "obecnie" w cztery oczy. I jakos tak sie wyluzowalism i odpoczywamy - nie tam zeby odrazu, ze mamy lenia poprostu odpoczywamy. Hmmm... niech sobie przypomne to chyba jak wakacje:) Moze nie doslownie, ale chociaz namiastka. Fajnie tak razem. Tak bardzo fajnie ze nawet nie chce sie nam podlaczac iplusa - tylko czasm jak juz przycisnie:)

Pozdrawiam serdecznie i WAKACJI zycze:)


P.S. Przepraszam za pisownie ale na wakacjach to mam lenia:):):)
I tak sobie jeszcze mysle, ze moze burze taka to trzeba bedzie jakos tak czesciej robic:)

Piegi

piątek, 11 lipca 2008

Pan Miąsz od samego rana miła wyjątkowo zły humor. A że piegi, w takiej postaci, rozweselają zawsze i każdego nie zawiodły mnie i tym razem:)



Pozdrawiam serdecznie i na weekend dobrego humoru życzę!!!


Grad

czwartek, 10 lipca 2008

Muszę wam to pokazać, napędziło nam wczoraj stracha:)

Wczoraj w środku dnia przeżyliśmy nagłe załamanie pogody. Zerwał się ogromny wiatr, zrobiło się ciemno, zaczęło potworni grzmieć i błyskać. Lał potworny deszcz, a w zasadzie to ściana deszczu. Padało tak przez dłuższa chwile. Później coś zaczęło przeraźliwie dudnić, spadł grad. Niestety nie wszystkie roślinki to przeżyły.



Mas-kotki

Kociaki są przesłodkie, cudne pieszczoszki. Niestety z powodu braku aparatu mam zdjęcia dopiero tygodniowych kociaków. Nie wiele na nich widać, bo Lula ciemna kociaki ciemne, więc wszystko się zlewa w jedna masę futra:) Jeden kociak, a właściwie koteczka jest szara wiec znacznie wyróżnia się z tłumu. Prowadza prawdziwe kocie życie, czyli jedzą i śpią na przemian:)

Kocia Mama mimo, że nie doświadczone daje sobie rewelacyjne radę. Prawie nie opuszcza kociąt, a jak już jest jej za ciasno i za gorąco to wychodzi z pudła, kładzie się naprzeciw i pasie je wzrokiem.

Maluch rosną jak na drożdżach. Teraz maja już dwa tygodnie i nie nazywani ich Kretkami tylko Terrorystami. Już tłumacze, czemu. Lula ma przy nich leżeć nie ważne czy śpią czy pełzają. One chcą ciągle mamy, a jak nie to piszczą w niebo głosy – zaczyna jeden i za moment piszczą już wszystkie. Biedna Lulcia po cichu i bardzo delikatnie wstaje z posłania i wymyka się na podwórko i na jedzenie.


Nareszcie jestem:)

poniedziałek, 7 lipca 2008

Dużo się działo, jak mnie nie było. Trochę dobrego, troszkę złego - jat to w życiu bywa. A wiec tak. Jak już sobie napisałam ostatni poranny post to tak bardzo przeraziło mnie ze jest 7:30 za z wrażenie zapomniałam go opublikować:) Zrobił to Pan Miąsz około południa. Z wrażenie postanowiłam, jeszcze się zdrzemnąć u boku Mężusia tak z godzinkę. Ale nie dane mi było, za chwile obudziłam mnie Lula. Jakaś taka dziwna była z wielkimi jak piguły oczami wpatrzonymi we mnie. Okazało się, że jak trwoga to do Gosi. I tak w czwartek na naszym łóżku okociła się. Biedna tak się bala tego co się z nią dzieje ze na krok nie mogłam od niej odejść bo wyła w niebo glosy, jak by ją ze skory obdzierano. bohaterka:) Wiec mamy teraz cztery małe kociaki. Jakoś tak śmiesznie bo na świat przychodziły dwójkami. Na początek dwa czarne - kocia i kocurek, później dwa szarawe i tez kocia i kocurek:) Są prześliczne i takie słodkie:) W miedzy czasie miałam "lekki" maraton po urzędach. Zakładanie działalności i próba wyrwania dotacji to koszmar, ale to mały pikuś w porównaniu w batalia w referacie budownictwa. OOOOSZOK. Już nie wiem czy to z nimi czy ze mną coś nie tak. Ja tylko chciałam powiększyć dom z jedne strony ok 8-10 m2 i adoptować garaż. A papirów, a mapek, a wyrysów musiałam się nadostarczać. Jeszcze brakuje żeby mi wlepili książkę budowy i inne nadzory budowlane. BRRRR A na koniec, to się czegoś najadłam i dostałam uczulenia okropnego. Cztery dni leżałam ślepa jak kret bo tak mi oczy spuchły, że nie mogłam ich nawet otworzyć. Na szczęście pani doktor wynalazła jakiś specyfik i już jest lepiej.

Pozdrawiam serdecznie!!!!

PS. Na pocieszenie Miąsz Mój Kochany kupił mi nowa zabawkę. Taką co mi się strasznie podoba:) Wiec niebawem będą nowe zdjęcia :):):):)

 
Oksztelówka - by Templates para novo blogger.
Copyright © 2008 Gorgolcia. All rights reserved.