Dla osłody

czwartek, 26 czerwca 2008

Poranne zakupy nie należą do moich ulubionych. Ale jeśli uda mi się wstać wystarczająco wcześnie polowanie wygląda smakowicie i kusząco. Jeszcze tylko kawusia i można zasiadać do śniadanie:)



A życie muszę sobie osłodzić, bo Rudzia nie ma już drugi dzień. I strasznie martwię się o tego hultaja.

Wspomnienia palą mnie jak słońce...
Wspomnienia jak lawa gorące...

środa, 25 czerwca 2008

Trochę mnie dziś na urodzinowe wspomnienie wzięło. Może dlatego że w niedziele Miąsz ma imieniny, a do imienin do jego urodzin już nie długa droga. A że kończy dwadzieścia dziewięć lat a ja za raz po nim tyleż samo to jakoś tak mi dziwnie się robi. Jak byłam w wieku mojego brata (14 lat) to myślałam sobie że trzydzieści lat to maja już staruchy, a teraz sama długo będę miała trzydzieche i przecież stara nie jestem. Ależ ten czas leci.
To prezent od mojego ulubionego brata ciotecznego na osiemnaste urodziny. Witraż, nie witraż, najważniejsze, że z kotem.


A to prezent od mojego wówczas sześcioletniego brata, wykonany na pracach ręcznych w zerówce.


Arcydzieło!!!

hmmmm....

Masz babo placek… założyłam blog, a założeniu miały być to foto-blog i co i aparat się „zpsuł”. Normalnie złośliwość rzeczy martwych. Miąsz zawiózł go do naprawy i okazało się, że go zajeździłam:(

P.S. Może to i lepiej, że padł, bo i tak już go nie lubiłam. Teraz to mi się podoba inny. I jest pretekst, żeby go kupić. Bo przecież czymś musze robić zdjęcia… prawda?

Niedzielne lenistwo

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Po niezwykle dołującej i ciężkiej sobocie postanowiłyśmy zacząć niedzielne popołudnie czymś dla ciała i dla ducha. Miałyśmy z Mamcią (teściową) plan: spokojne posiedzenie w ogrodzie - serniczek, herbatka, likierek i my. Takie tam babskie ckliwe pogaduchy.



Zbyt długa samotność nie była na dana - może to i lepiej. Najpierw pojawił się rozleniwiony niedzielną atmosferą Rudni,


i lawina ruszyła, niedługo trzeba było czekać aż pojawił się miąsz mój kochany... i duet z góry - Teściunio i Szffagierka - Niestety zdjęć z posiedzenia nie mogę publikować bo wszyscy zgonie okrzyknęli, że to ekshibicjonizm.

Ostatnio to mój ulubiony trunek Grand Marnier o ciężkim pomarańczowym smaku cudownie wzbogacony koniakiem, w sam raz do serniczka :)

Coś dla Kamy:)

sobota, 21 czerwca 2008

Napiszę ci wszystko po kolei jak robiłam. Mam nadzieję, że tym razem wszystko się uda.
Klikasz sobie na "Pulpit nawigacyjny", wybierasz "Układ", następnie "Dodaj elementy strony". W nowym oknie wybierasz "Lista blogów"


Teraz klikasz na "Dodaj bloga do swojej listy". W małym oknie wpisujesz adres np. http://oksztelowka.blogspot.com :)
Klikasz "Dodaj". Następnie "Zapisz". Przerzuca cię do strony "Układ" i tam na górze jest drugie "Zapisz" też klikasz. Na koniec "Wyświetl bloga".

Proszę u mnie jest:)
I wiesz w zasadzie to nie wiem jaki ci komunikat krzeczał, a właśnie sobie przypomniałam, że ostatnio mi też nie chciało dodawać żadnych zmian, ani nowych postów. To było ok 23 i podejrzewam, że przeładowywali serwery i blogi były po prostu zablokowane. Po godzinie wszystko wróciło do normy.
Jeśli bedziesz miła mimo wszystko problem z dodaniem linków, napisz a wyślę ci opis kodu html. Nie ma się co go bać, jest prosty:)

Randevu

piątek, 20 czerwca 2008

lub bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Jak kto woli.
Jak Lula ma dobry humor to sobie tak spokojnie siedzą… zdążyło się to raz i to chyba tylko do zdjęcia. Księżna stale, lecz bez skutecznie odgania Rudzia. Wali łapa po szybie, czasem łapą i pazurkami, podejrzewam, że stąd rysy na szybie, wydaje przy tym przekomiczne wojenne okrzyki. Rudzio, jak zwykle jest nie wzruszony i ma ja w poważaniu - głębokim.

Polki nie gęsi... swoje blogi mają:)

czwartek, 19 czerwca 2008

Przeglądając strony skandynawskie uderzyła mnie niezwykla ilość tamtejszych blogów. Przyznam się szczerze, że troszkę im zazdrościłam. Bo fajnie sobie oglądać obrazki, ale fajniej jest oglądać i czytać. A nie ukrywam, że żadnym z tych języków nie władam.
Na całe szczęście rodaczki okazały się równie kreatywne i twórcze. Więc pozwoliłam sobie dodać wasza linki do mojej listy. Mam nadzieję, że niemacie nic przeciwko:)

POZDRAWIAM SERDECZNIE

Dzień nie jak co dzień

Cudny dzień dzisiaj. Pogoda wprost idealna. Nie za gorąco, słońcenie nie praży, bo co raz przemyka między chmurami, lekki wiaterek prawiejak bryza:). Czas na pranie...

Bielizna suszona na słońcu ma niepowatrzalny zapach... słodki, głeboki, eteryczny.

Lubię zasypiać w posieli, która cały dzień "opalała" się w ogrodzie.

"Przychówek"

środa, 18 czerwca 2008

Czas się przedstawić i zaprezentować co tam w obejściu piszczy, a właściwie miauczy.

Lula vel Księżna Fochna


Najważniejsza i najukochańsza. Nasz pierwszy nabytek na wspólnej drodze życia. Kot niezwykły i na wskroś „nie koci”. Już sama jej mina wskazuje na to, że coś jest nie tak. Zazwyczaj naburmuszona, sporadycznie reaguje na wołanie, pieszcza się tylko przed snem, wiec jakiekolwiek miluszanie w zimowe wieczory, przy herbatce, wykluczone.
Kota nie ma prawa dotykać nikt, oprócz mnie, bo od razu jest afera. A to ktoś pogryziony, a to komuś z pazurka się dostało, w najlepszym przypadku namiałczy na intruza w sposób tak przeraźliwy, że tylko uciekać się chce.
Ale jak nie kochać tego futrzaka skoro pańci stale przynosi prezenty (a to myszkę, a to norniczkę, ptaszki i ćmy tez się zdarzają – na moje nieszczęście prezenty bywają żywe, a Lula oczekuje że będę się z na nimi bawić… fuuuuu). Wszyscy wiedz, że to mój i tylko mój kot. Tam gdzie ja tam i ona:)

Rudi, Rudzio...jeszcze nie mamy na niego pomysłu

T O T A L N E przeciwieństwo Luli. Po pierwsze - kocur. Po drugie - to on nas wybrał, jakieś półtora miesiąca temu po prostu pojawił się. Po trzecie - nałogowy pieszczoch. Nie zdawałam sobie sprawy że takie koty istnieją, można go pieszczać od rana do wieczora, a on i tak nie ma dość. Po wtóre - oswojony, pewnie szczepiony bo już wykastrowany, co nie ukrywam ułatwiło nam decyzję o tym, że zostaje z nami.

Koty się tolerują… czasem. Oczywiście problemy stwarza Fochna, bo to ona jest „kogucikiem w tym miasteczku”. Jak na razie Rudi śpi i je na podwórku, nie stresujemy Luli, żeby grubasek cało i zdrowo nam się okocił.

Nie… nie zakładamy hodowli kotów, bynajmniej. Dwa kociaki już maja rezerwację i perspektywę na bardzo fajny dom. A ponieważ Lula to drobna kocia nie spodziewamy się więcej. Jeśli okaże się, że jakimś cudem mamy nadwyżkę to listę oczekujących też posiadamy. Co szczerze mówiąc strasznie mnie dziwi, bo kociaki chcą wziąć osoby, które znają temperament Luli.

Na tym zakończę, bo kocia mama ze mnie straszna i mogę opowiadać o zwierzakach bez końca:)

Początek...

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Pierwszy post dedykuję Kopciuszkowi. Jakimś trafem strasznie namieszała w moim życiu :) Ale po kolei…
Dawno, dawno temu na forum Wnętrza Mieszkań znalazłam post „Mieszkanie kopciuszka...” autorka: kopciuszek1605. Mieszkanie cudowne, bardzo urokliwe i tak zupełnie inne od tego co na forum zazwyczaj znajdowałam. Co jakiś czas sprawdzałam co tom u niej nowego. Gdzieś miedzy wierszami znalazłam link do blogu
Jennys Hem Och Harmoni. Lawina ruszyła :)
Zakochania po uszy w beżu pokochałam również biel. Całymi wieczorami szperałam na blogach szwedzkich i fińskich. Wzdychałam i zachwycając się prostota wnętrz ale i nie zwykła pomysłowością właścicielek. I tutaj mogła bym się rozpływać i rozpisywać przez kilka dni o tym co mnie urzekło, zachwyciło, zdumiało…

Ważne jest to, że co ciekawsze zdjęcia pokazywałam mężowi, on uwielbia drewno, jasne spokojne, przestronne wnętrza. Jakby podchwycił ten klimat i przy którymś mimowolnym „wow ale cudo” zaczął się dopytywać- ku mojemu zdziwieniu „Pokaż …co tam…co tam”.

Zaczęliśmy rozmawiać o tym że i w naszym domku sprawdziły by się te kolory, że pasowały by do tego co już mamy, że w zasadzie trzeba byłoby odnowić co nie co, że może coś rozbudować, coś przebudować, i że w zasadzie to nie ma na co czekać bo w końcu wiosna za pasem, a do zimy to trzeba by skończyć. Teściowie od razu zgodzili się na to że zmienimy cały nasz dół domu. Nie wnosili żadnych zastrzeżeni, wręcz przeciwnie zaoferowali pomoc. Summa summarum szykuje się nie zły remont. Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, bo muszę dodać że na remont próbowałam namówić męża już od ponad dwóch lat.

A że za remoncik trzeba zapłaci, i co bym się nie nudziła, mąż planuje dorzucić w prezencie sklep internetowy. I tu już prawie na zawał padłam jak się dowiedziałam.


Tak więc... Kopciuszku WIELKIE DZIĘKI za twój post na forum, za twój blog, za inspiracje.

 
Oksztelówka - by Templates para novo blogger.
Copyright © 2008 Gorgolcia. All rights reserved.